piątek, 13 stycznia 2012
Przeczytane: notka zbiorcza

"Panowie i damy" Pratchetta
Jak zawsze Pratchetta czytam z przyjemnością i teraz przebieram nogami, żeby iść do biblioteki i ponownie wypożyczyć pierwsze powieści o czarownicach. Co prawda wśród barwnych postaci Pratchetta zaraz po babci Weatherwax (nie wydaje mi się, żeby Babcia mogła być na jakimkolwiek innym miejscu niż pierwsze) moim ulubieńcem jest Sam Vimes, ale to czarownice najbardziej przyciągają moją uwagę.
"Panowie i damy" są rewelacyjne.

Eduardo Mendoza "Mauricio, czyli wybory"
Lubię Mendozę, chociaż nieprzesadnie. Śmieszy mnie, ale są tacy, którzy śmieszą mnie bardziej. Niemniej "Przygody fryzjera damskiego" czytałam z olbrzymią przyjemnością i pewnie chętnie do nich kiedyś wrócę. Tym razem jednak Mednoza pisał zupełnie poważnie, bohaterem jest przeciętny facet, dentysta, którego życie nagle się komplikuje za sprawą polityki i dwóch kobiet.

Podoba mi się konkretne osadzenie akcji w realnym świecie. Łatwo sobie wyobrazić Barcelonę na kilka lat przed organizacją igrzysk, a warto przy tym dodać, że owa olimpiada byla szansą na rozwój skrupulatnie wykorzystaną przez miasto (jest to tym bardziej interesujące w przededniu Euro, szczególnie gdy patrzę na gdańskie remonty). Przekonują mnie opisywane postaci, jestem w stanie uwierzyć, że tak właśnie wyglądalo życie w tym czasie i miejscu.

Miałam tylko wrażenie pewnej monotonii: niby życiowe wybory, dramaty nawet, a wszystko opisane dość sucho. Ale to tylko wrażenie (i specyfika stylu pisania), które bynajmniej nie dominowało. Generalnie poważniejsza tematyka w ujęciu Mendozy podoba mi się nawet bardziej niż jego komedie. A za rozważania na temat rewolucji (kiedy trzeba ją skończyć i wziąć się do zwykłej roboty) najchętniej bym go uściskała.

Peter Lovesey "Detektyw Diamond i śmierć w jeziorze"
Ach jak przyjemnie jest odkryć kolejnego interesującego pisarza kryminałów! I to doprawdy dziwne, że jeszcze o nim nie słyszałam.
Peter Lovesey robi wszystko jak należy w kryminale: jest wyrazisty główny bohater, w dodatku miłośnik tradycyjnej metody śledztwa polegającej na uruchamianiu szarych komórek i rozmowach z ludźmi; jest ciekawa zagadka z niejasnym zrazu motywem; nieoczywiste rozwiązanie (chociaż, jak na mnie wyjątkowo, wpadłam na to kto zabił już w połowie) i dobra akcja. Co prawda jeszcze nie znalazłam nikogo, kto pobiłby Christie i Mankella, ale zerknę na półkę w bibliotece w poszukiwaniu kolejnej części przygód detektywa Petera Diamonda.
Świetny, klasyczny kryminał.

13:00, ruda-farbowana
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 stycznia 2012
Przeczytane: Alice Munro "Uciekinierka"

Ostatnio miałam okazję przeczytać fragment prozy pewnej początkującej autorki. Uderzył mnie rozdźwięk pomiędzy moją opinią, a przeczytaną później recenzją. Otóż jestem skłonna przyznać pewnego rodzaju sprawność w posługiwaniu się językiem polskim, niemniej dla mnie to język sztuczny i wydumany, którego nie lubię i który kojarzy mi się głównie z konkursem "ile rzadko używanych słów pochodzących ze słownika wyrazów obcych uda mi się zmieścić w jednym zdaniu".
Nie piszę tej notki, żeby się poznęcać nad Bogu ducha winną młodą pisarką, zwłaszcza że wielu się jej pisanie podoba, ale po to, by tym wyraźniej wybrzmiał kontrast pomiędzy dwoma rodzajami twórczości.

Otóż przed chwilą skończyłam czytać zbiór opowiadań Alice Munro "Uciekinierka".
Na co dzień coraz bardziej skłaniam się ku reportażom, biografiom, a nawet książkom historycznym. Mam coraz większą świadomość mijającego czasu, natomiast apetyt na wiedzę ciągle rośnie. Niemniej często czuję potrzebę powrotu do prozy i Alice Munro utwierdza mnie w przekonaniu, żeby w tym gatunku ciągle czeka mnie mnóstwo nieodkrytych skarbów.

Zacytuję fragment z okładki: "Uciekinierka to osiem opowiadań o kobietach, które doświadczają nieprzewidywalności życia. W każdym z nich Alice Munro potwierdza swą wielką klasę: z przenikliwością ukazuje podskórne napięcia kryjące się pod powierzchnią codzienności, ze znaczących drobiazgów komponuje przejmujący obraz złożoności relacji międzyludzkich, sprawia, że prawda o ludzkim życiu wyłania się z najdrobniejszych, najzwyklejszych chwil."

Wszystko to święta prawda. Dawno nie czytałam książki tak prawdziwej i przejmującej. Bohaterowie opowiadań Munro mogliby mieszkać tuż obok nas, są po ludzku słabi i niemądrzy; kochają, przyjaźnią się, popełniają błędy. Czasami ryzykują, a innym razem płyną z prądem. Ich losy to mieszanina przypadku i wyborów dokonywanych pod wpływem chwili. 
Zwyczajność to słowo klucz tej książki, bo chociaż bohaterowie są stawiani w niecodziennych sytuacjach, to radzą sobie z nimi dokładnie tak, jak Ty czy ja, Czytelniku - tak jak potrafią.

Munro jest przekonująca, drobiazgowo maluje świat uczuć i opisuje detale, z których składa się życie. Jest przy tym bardzo oszczędna w środkach, brak fajerwerków słownych i wydumanych konstrukcji, jest genialna proza. Wierzę każdemu jej słowu.

Na koniec jeszcze jedna informacja: "Uciekinierka" została uznana przez redakcję "New York Timesa" za jedną z dziesięciu najlepszych książek 2004 roku oraz zdobyła kanadyjską nagrodę "Giller Prize". Lista nagród, jakie otrzymała Alice Munro jest zresztą długa (także Nagroda Bookera), autorkę wymienia się też jako kandydatkę do Nagrody Nobla.


Tagi