wtorek, 01 maja 2012
Przeczytane: Anthony Bourdain "O, kuchnia! Kill Grill 3"

Nadal bardzo lubię Anthony'ego Bourdain, ale jego ostatnia książka najmniej mi się podoba.

Po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów stwierdziłam: nierówna, stylistycznie niedopracowana, pisana, mam wrażenie, na kolanie, byle więcej upchnąć kwiecisto-rynsztokowych porównań, byle więcej odniesień do seksu i kokainy. Ale też jak zawsze do bólu szczera, za co go cenię.
Bo "Kill grill 3", to trochę pamiętnik, rozrachunek ze swoim życiem i podsumowanie. Pięknie pisze o córce, niektórzy nigdy nie dojrzewają do roli ojca, a on co prawda późno, ale wydaje się, że faktycznie wie co robi.

Na szczęście z każdą kolejną stroną autor się rozkręcał. Im więcej pisał o kuchni, a nie o sobie, tym lepiej się go czytało. I pewnie właśnie o to chodzi. Lubię bowiem, gdy Bourdain pisze o jedzeniu, bo wie na temat dużo, robi to z miłością i nie ogląda się na zdanie innych.
Nie reklamuje żadnej firmy czy restauracji, jeśli coś chwali, to na pewno jest przekonany o doskonałej jakości, jeśli krytykuje (a robi to bez litości) to również ma powody. Można się z nim zgadzać albo nie, ale z pewnością warto posłuchać.
Kolejny plus, to fakt, że Bourdain nie jest fanatykiem żadnego stylu życia, nie cierpi fast foodu (z książki można się dowiedzieć, jak przekonać dziecko, żeby się trzymało z dala od McDonalda), ale też widzi i opisuje nierealne postulaty wielu zwolenników zdrowej żywności i slow foodu. Uwielbia dobrze zjeść, ale nie jest snobem kulinarnym.

Polecam na przykład rewelacyjny rozdział o hamburgerze: bez zadęcia na temat sztandarowej potrawy Amerykanów. W pamięci utkwił mi też opis pracy mistrza sprawiania ryb.

Podsumowując: po tej lekturze znowu uświadomiłam sobie jak mało wiem o jedzeniu. I mimo, że od stylu mogą czasami rozboleć zęby - obowiązkowa pozycja dla wszystkich, którzy interesują się jedzeniem.

Tagi