niedziela, 25 września 2011
Przeczytane kryminały (hurtem)

Tylko odnotowuję, ponieważ kryminały czytam z prędkością światła. To moje ulubione czytadła i, gdy mam gorszy nastrój, zawsze do nich wracam.

A było tak:

John Grisham "Klient".
Na okładce książki Susan Sarandon przytula odwróconego tyłem chłopca. I słusznie, bo podczas całej lektury miałam przed oczami właśnie Sarandon i młodego Brada Renfro - nie jestem w stanie inaczej wyobrazić sobie tych postaci. Ekranizacja jest zresztą wierna niemal co do przecinka (o ile dobrze pamiętam film), a zarówno książka jak i film są porządnie zrobione. Przenosimy się w świat mafii z Nowego Orleanu. Szczególnie uderzyły mnie opisy wyglądu bandziorów: buty z krokodylej skóry, garnitury z poliestru - takie smakowitości po latach czyta się jeszcze lepiej.
Albo gdy przyklejenie taśmą klejącą magnetofonu do brzucha chłopca sprawia, że potem ktoś określa pomysłodawczynię przedsięwzięcia jako "zaznajomioną z techniką". Fantastycznie to brzmi w 2011 roku!
Ale Grisham zdecydowanie nie należy do moich ulubionych pisarzy, jakoś nie mam ochoty sięgać po następne książki tego autora.

Potem była nowiutka Marinina, której jestem wierna i tyle. Nie wszystkie książki podobały mi się tak samo, największą wpadką był dla mnie kryminał z promieniowaniem, które powodowało zmianę zachowania ludzi - nie mogę jej tego wybaczyć, naprawdę. Ale akurat "Obraz pośmiertny" czyta się doskonale. Intryga jest ciekawa, a sposób prowadzenia akcji przypominał mi nawet trochę Christie. Chociaż oczywiście realia zupełnie inne.

Arnaldur Indridason: "Grobowa cisza".
Dobrze się czytało, bardzo realistyczny. Nawet czasami aż za bardzo, zwłaszcza jeśli chodzi o temat przemocy w rodzinie i maltretowania kobiet - bezsilność ofiar zawsze robi na mnie wstrząsające wrażenie. Generalnie z wielką chęcią przeczytam inne książki tego autora - u mnie ma duży plus.

No i wreszcie trafiłam na szwedzką księżniczkę kryminałów czy jak tam się ją określa: Camilla Lackberg. Machnęłam w dwa dni "Księżniczkę z lodu" i "Kaznodzieję" - faktycznie, tzw. page turner, przewracałam i przewracałam te strony do późnej nocy słabo reagując na bodźce (ale ja tak zawsze mam z kryminałami). Akcja wciąga, w pierwszej części nie dość, że morderstwo intrygujące, to jeszcze klasyczny wątek romansowy - czyli to co lubię. Niemniej jest kilka ale: czasami mam wrażenie nieco zbyt topornie ciosanych postaci lub sytuacji. Ten pyszałkowaty i głupawy szef jest na mój gust przejaskrawiony. Z kolei ten dobry, jest dobry do obrzydliwości. Tęsknię wtedy do Wallandera z jego cukrzycą, depresją i wątpliwościami. Albo do Poirota, którego obraz był podkolorowany i nie mieliśmy co do tego wątpliwości. Poza tym nie wiem czy to kwestia tłumaczenia, ale niektóre zdania bądź wyrażenia robiły wrażenie niezgrabnych.

(dopisane po kolejnych tomach)
Co by o Lackberg nie mówić, chwała jej za opis życia małżeństwa z małym dzieckiem i poruszenie problemów, które zazwyczaj nie istnieją (depresja poporodowa, problem z powrotem kobiety do pracy, podział obowiązków itp.). W efekcie otrzymujemy powieści, w których prawie każda matka znajdzie coś nad czym pokiwa głową i powie w zadumie "znam to z autopsji".

Poza tym było jeszcze kilka innych książek, ale już nawet nie chce mi wyszukiwać tytułów. Może jeszcze tylko powiem o kolejnym tomie o braciszku Cadfaelu autorstwa Ellis Peters (i pomyśleć, że dopiero gdzieś przy piątym tomie przygód mnicha dowiedziałam się, że autorka była kobietą!). Ta seria to sama przyjemność. Akcja dzieje się w XII wieku, a Cadfael to benedyktyński mnich z opactwa w Shrewsbury. Genialna jest główna postać: to dojrzały mężczyzna, z awanturniczą przeszłością. Spokojne życie wśród braci zakonnych jest jego świadomym wyborem, ale z tego też powodu nie stosuje się bezmyślnie do wszystkich reguł i zaleceń, szczególnie wtedy, gdy znowu zostaje wplątany w kryminalną intrygę i sprawa wymaga elastycznego podejścia.

I obiecuję sobie znowu porządnie odnotowywać przeczytane książki.
Jeśli tylko nie wpadnę w ciąg kryminałów. Wtedy nie nadążam.

Dialog filmowy

- Mówiłaś o tym swojemu psychoanalitykowi?

- Nie.

- Dlaczego?

- To zbyt osobiste!

20:20, ruda-farbowana , notatka
Link Dodaj komentarz »
Tagi