niedziela, 06 lutego 2011
Oklaski

W teatrze jest moment, który uwielbiam, niezależnie od tego, czy przedstawienie mi się podobało i jak bardzo - to oklaski na koniec.


I nie, nie chodzi tu o ulgę, że już się skończyło ;)


Lubię patrzeć na ludzi, którzy przez dwie czy trzy godziny dawali z siebie wszystko, którzy włożyli mnóstwo pracy i wysiłku w to, bym wyszła zadowolona. Lubię patrzeć, jak uznanie publiczności sprawia im radość.


To prawda, że nic nie zastąpi teatru i kontaktu aktor-widz.
Choćby dlatego warto tam przychodzić.

sobota, 29 stycznia 2011
Disney on Ice

Dzisiaj byliśmy rodzinnie na Disney on Ice.

Właściwie to nieistotne, czy mi się podobało, głównymi odbiorcami są dzieci. Może ujmijmy to tak, że gdyby nie dzieci, z pewnością nie pojawiłabym się w Ergo Arenie i bardziej bawiła mnie obserwacja ich reakcji, niż samo przedstawienie. Ale z punktu widzenia nieletnich impreza była świetna. Dużo świateł, muzyki, wartka akcja, znane z bajek kolorowe postacie, a w dodatku wszyscy tańczą na lodzie. Moje potomstwo wyglądało na zachwycone, mimo że z trudem wytrzymali taką dawkę atrakcji. Pierwsza połowa minęła jak z bicza strzelił, podczas drugiej znać było już pewne zmęczenie, zresztą zupełnie zrozumiałe.

Czyli wyjście zaliczamy do udanych, dzieci będą miały co wspominać, ale mam kilka dodatkowych uwag.

Parking na powietrzu, z pewnością niestrzeżony, kosztował 10 złotych za samochód. Po pierwsze jest to zdzierstwo pierwszej wody, w centrach handlowych za parking pod dachem płacę mniej za ten sam czas. A po drugie, kiedy już jadę na imprezę, za którą z całą rodziną zapłaciliśmy kupę kasy, to tak wysoka opłata za parking wydaje mi się żenująca. 
Tak przy okazji: w Ergo Arenie byłam pierwszy raz i bardzo mi się podobało. I z zewnątrz i w środku. Co prawda jak to u nas bywa, budując wielki obiekt zapomniano o takim drobiazgu jak dojazd do niego, o czym już pisano w wielu miejscach i wiele razy, ale budynek faktycznie wygląda imponująco. Podejrzewam, że pojawię się tam jeszcze nie raz, z dziećmi lub bez, w zależności od atrakcji. Żałuję tylko, że nie mogłam zobaczyć jak działają wielkie telebimy podwieszone pod sufitem.

Zakaz wnoszenia jedzenia i picia właściwie rozumiem i nie jest to dla mnie żadna nowość. Na dobrą sprawę każdy normalny człowiek wytrzymuje trzy godziny bez posiłku, niezależnie od wieku.
Tyle teorii.
W praktyce córka konsekwentnie odmawiała jedzenia w domu i poczuła ssanie w żołądku akurat w momencie, gdy dojechaliśmy na miejsce, a syn, który w wieku nastoletnim pewnie będzie przejadał całe nasze dochody, znowu zrobił się głodny.
Do wyboru mieliśmy pizzę, napoje prosto z lodówki (jasne, że daję moim dzieciom lodowato zimne soki, zwłaszcza tuż po przebytej anginie), popcorn i bliżej niezidentyfikowane słodycze. Swoją drogą, bardzo mi się podobało to coś roznoszone w kubkach w kształcie głowy. Czaszka była otwierana u góry - zupełnie jak u Hannibala Lectera. Chociaż nie sądzę, żeby o te skojarzenia chodziło pomysłodawcom.
A ja znowu mogłam sobie tylko pomarzyć, żeby moje dzieci jadły to co im przyrządzam z taką ochotą, jak tę sztuczną pizzę.

Najbardziej jednak rozbawiła mnie sytuacja przy stoisku z napojami.
- Mogę pani dać w butelce bez zakrętki lub przelać sok do plastikowej szklanki - zaproponowała mi pani.
- A dlaczego nie mogę z zakrętką? - zapytałam zdezorientowana.
- Żeby pani nie rzucała w aktorów.

Jestem z tego powszechnie znana.

Tagi